Jak cię widzą, tak cię piszą.


Zastanawialiście się kiedyś jak jesteście postrzegani w oczach reszty środowiska? Jacy jesteście w ich wyobrażeniach i jak to wypada w zestawieniu z tym, jacy sami myślicie, że jesteście? Skończyłem czytać niedawno książkę Johna Grishama pod tytułem „Niewinny”, opartą na faktach autentyczną historię Rona Willimasona i Dennisa Fritza, niesłusznie oskarżonych o gwałt i zabójstwo. Niesłusznie skazani na podstawie zeznań fałszywych świadków i sfabrykowanych dowodów, otrzymali wyroki: Fritz dożywocie, a Williamson karę śmierci. Ostatecznie zostali uniewinnieni, ale spędzili ponad dwanaście lat za kratkami. Książka traktuje głównie o szwankującym w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku systemie karnym w USA, jego nieudolnych policjantach i prokuratorach, ale co mnie uderzyło w niej najbardziej, to fakt, jak często ludzie wyrabiają sobie opinię o kimś, na podstawie pierwszego tylko wrażenia. Bohaterowie tej powieści mimo późniejszego oczyszczenia z zarzutów przez większość swojej społeczności (a żyli w małym miasteczku), a także przedstawicieli wymiaru prawa byli i tak traktowani jak mordercy. Do czego zmierzam? Otóż chodzi mi o to, jak bardzo pochopnie zdarza się ludziom wyrabiać zdanie na temat drugiej osoby. I niestety dotyczy to dużej większości z nas, w tym mnie samego.

Bufon, arogant, cichodajka, złodziej, plotkara i wiele innych.

Gdy żyje się w małym miasteczku, czy też na wsi, to z reguły jest tak, że dużo ludzi zna się nawzajem. Często osobiście, a w dalszej kolejności z widzenia lub ze słyszenia. Generalnie o każdym mamy jakieś zdanie. O tych, których znamy dłużej wyrobione na przestrzeni wielu lat, a tych których znamy krótko, lub przelotnie na podstawie jednego spotkania, bądź udzielonej nam przez osoby trzecie opinii. I właśnie do tego zmierzam. Jak wiele takich wyobrażeń o tym, jaki ktoś jest naprawdę jest mylnych i wystawionych na podstawie błędnych wniosków? Tego tak naprawdę nie wiemy. Bo czy dziewczyna, o której ktoś nam powiedział, że jej „wdzięki” są ponoć szeroko dostępne dla męskiej części miejscowej populacji, faktycznie jest taką dziwką, jak to się nam sugeruje? A czy gość, którego ktoś nam przedstawił na jakiejś imprezie i z którym zamieniło się dosłownie dwa zdania, jest faktycznie takim dupkiem, jak nam się wydaje? Może ta dziewczyna wcale nie jest taka moralnie zepsuta i została oczerniona przez zazdrosną koleżankę, którą odrzucił facet i wybrał właśnie wspomnianą „szmatę”, a zarozumiały koleś z imprezy, jest w rzeczywistości spoko gościem i tylko miał akurat gorszy dzień, a my źle odebraliśmy jego postawę. Na dwoje babka wróżyła. Różne wersje są prawdopodobne i należałoby się najpierw upewnić, zanim weźmie się coś za potwierdzony fakt. A najgorsze w tym wszystkim jest to, kiedy takie niezweryfikowane i zwyczajnie nieprawdziwe opinie przekazujemy dalej w świat. To już jest zwyczajne oszczerstwo. A taka „łatka” raz przyczepiona lubi się dobrze trzymać i świadomie bardziej lub mniej możemy czymś takim wyrządzić komuś po prostu świństwo. Więc może odrobinę wstrzemięźliwości w wydawaniu takich osądów, w imię szeroko pojętego wzajemnego poszanowania. A bo to wiadomo pod jaką etykietką funkcjonujemy w swoim środowisku? Może rzeczywistość drastycznie różni się od naszego własnego o sobie mniemania. Zastanówmy się trochę nad tym.

Raz, dwa, raz … próba klawiatury.

No i poszło….

 

Za namową pewnej znajomej(pozdrawiam Aga), postanowiłem założyć tego bloga.

Założone. Tylko co teraz z tym fantem począć dalej?

Wypadałoby coś tutaj napisać. Tylko jako kompletnie zielony bloger nie za bardzo wiem o czym. Jako introwertyk z natury raczej nie będę przesadnie się rozpisywał o moich prywatnych problemach i życiowych perypetiach, bo wolę te trzymać dla siebie. Raczej będą to luźne spostrzeżenia na temat otaczającej nas rzeczywistości i przemyślenia o wypadkowych działań kreujących koleje naszych losów, ich przyczynach i skutkach. Ale naprawdę swobodne. Raz, że te naprawdę głębsze wolę zostawić dla osób z kwalifikacjami do tego(poparte stosownymi papierami), a druga sprawa, czy będzie w ogóle ktokolwiek chętny do czytania tego. A to chyba główny argument bym dalej swój bełkot uskuteczniał. Chociaż z drugiej z strony warto dla samego siebie spisać co się myśli w obecnym momencie życia, by ewentualnie móc do tego wrócić za jakiś czas i przypomnieć sobie dawny punkt widzenia.

Pożyjemy, zobaczymy.